Laponia - to raj na świecie - nawet prawdziwy! Tam nie ma podatków, szkół, żadnego prezydenta ani partii politycznych. Nie ma nic co by nas męczyło. Tylko tam panuje spokojne życie. Rano polujesz, a wieczorem jesz co zdobyłeś na polu. Zaś Japonia, która gospodarczo należy do tak zwanych mocarstw świata, to niestety... nie jest Laponią, ale moją ojczyzną. Kraj pełen jest mitów niektórych uczciwych a innychi fałszywych. Odsłonimy Wam teraz jego prawdziwy obraz na tej stronie.
Ostatnia
aktualizacja: 26 II 2008.
Autor przy Sali Kongresowej w Warszawie.
Żydzi w
Wielkopolsce / Jews in Poland, Wielkopolska (Grosspolen) region
Kilka
słów o mnie.
imię i NAZWISKO: Jin
MATSUKA (Czyt. Dżin Macka)
miejsce pracy: Wyższa
Szkoła Handlowa w Otaru (Otaru University of Commerce / Otaru Shoka
Daigaku)
stanowisko: associate
professor (jun-kyoju)
wiek: 41 lat
płeć: brzydka
przedmioty naukowe:
historia gospodarcza w Europie środkowej, historia myśli ekonomicznej w
Japonii
stan cywilny: niewolnik
(!)
hobby: nauka obcych
języków, szczególnie azjatyckich
Moje prace polskojęzyczne
3) Polityka
aprowizacyjna miasta Poznania w czasie Pierwszej Wojny Światowej.
(dysertacja) Poznań 2002.
wersja japońska
wywiad prasowy
1) Jesienne róże
Kiedyś w Japonii w spółdzielni uniwersyteckiej kupiłem, najnowszą płytę Edyty Górniak w wersji japońskiej. To była dla mnie druga polska płyta kupiona w Japonii. W moim życiu w japońskich sklepach płytowych, polskie dzieła widziałem tylko parę razy. Raz w największym w Japonii sklepie kupiłem pierwszą plytę polską, pt. Piosenki stare jak świat wykonaną przez jakąs starą babę, której nazwiska teraz nie pamiętam. Zawiera ona takie stare PRZEDWOJENNE piosenki. Kogo w Japonii interesują takie piosenki jak Ada to nie wypada, Ah jak przyjemnie, Jesienne róże itd? Edyty tej jakos można słuchać, ale to nie jest w moim typie. Bardziej mi się podobają jej wcześniejsze piosenki, jak Szczesliwej drogi juz czas, To nie ja itp. Ani Varius Manxa ani Anity Lipnieckiej nie można tu nabyć.
Słyszałem kiedyś, że ta ostatnia Anitka pracowała jako modelka w Japonii, ale ona obecnie prawie nikogo nie interesuje . Nikt nie pamięta jej nazwiska. Jeśli chodzi o polskie piosenki, oprócz radia przez Internet, to nie ma nic ciekawego.
2) Polskie tancerki tu!
Kilka lat temu przypadkowo widziałem takie hasło na ulicy maleńkiego miasteczka w województwie Chiba (nie czytaj b bezdzwięcznie). Tam stoi jakas dyskoteka (chyba to nie burdel) i to hasło było napisane na jej dachu. Nie znałem do tej pory tak smutnego życia jak życie tych tancerek mieszkających w małym miasteczku dalekim od Centrum Tokio o 40 kilometrow. Jestem przekonany, że nikt z Polski poza nimi tam nie mieszka. Wiem dobrze, że w mieście Chiba nie sposób kupić ani ogórków ani normalnej kiełbasy. (Co do kiełbasy, można tu kupować tylko japońskie podrobki, ale Polacy bez wyjątku mowią, że ona jest plastykowa). Oczywiście, każdemu wolno zarabiać forsę tam, gdzie się da. Ale na saksy lepiej iść do Niemiec albo do Francji, nie do jakiegoś dalekiego kraju. Jeszcze mam parę słów do Japonców: Polki nie są na pokaz jak dziwne zwierzaki w zoo.
3) Kto kupi meble Forte w Japonii?
Po aferze reklamy mebli Forte szukałem po Sapporo, gdzie można by je zdobyć. Oczywiście tu, w Japonii, można kupować polskie meble. Ale w zasadzie u nas marki konkretnych firm polskich nie mają znaczenia. Firmy import-eksport importują z Polski różne towary, jak proszek mleczny, szkło itd. Ale nikt z konsumentów japońskich nie kupuje jakiegos produktu polskiego, mając na uwadze poszczególnej marki. Bo Japońce wcale nie znają się na polskich markach.
Kogo w Japonii obchodzi różnica między meblami z Forte a tymi ze Swarzędza? A tam w Szwarzędzu znajduje się taka ulica o nazwie Kwaśniewskiego. Ale, by promować handel z Japonia, dlaczego akurat Forte wybrał Prezydent? Nie wiedział, że krewny jego żony tam pracuje? Może to jest zemsta Kwaśniewskiego na mieście Swarzędzu, które chce poświęcić swą ulicę nie temu Aleksanderowi, ale jakiemuś patriocie Stanisławowi.
4) Zarabiasz więcej, ale tracisz jeszcze
Za litrówkę mleka płaci się 180 jenów, tzn. 5 złotych. Za chleb 4, za 100 deka wieprzowiny 50. To po prostu szaleństwo.
5) Mieszka tu paru cudownych rodaków
Obywateli polskich zamieszkałych w Japonii można podzielić na normalnych i nienormalnych. Raz w budynku ambasady jakiegoś kraju w Tokio widziałem prawdziwego wariata, który prawie codziennie chodził do ambasady swojej Ojczyzny bez żadnego konkretnego celu. Ciągle gadał i gadał po polsku bez przerwy, czasami do kogoś a czasami sam do ściany. Mówił zawsze tak przepiękne, cudowne słowa, jak udawałem, że nie rozumiem. Ale w Japonii mało mieszka ludzi z tego Najjaśniejszego kraju. Dlatego, chcąc nie chcąc, ten, kto pochodzi stamtąd i mieszka na stałe w Tokio, musi z nim gadać. Poza tym mieszka tu kilkadziesiąt księży, zakonnic itd., których oczywiscie nie chcecie poznać.
W dodatku, z jakiegoś źródła wywiadowczego wiem, że też jakiś jeden siedzi.
6) Gorzej z Japoncami
Japonce, bez względu na pochodzenie, wykształcenie, myślą, że biali MUSZĄ mówić po angielsku. Tak jak w Warszawie, w Japonii każdy cudzoziemiec to zawsze dobra szansa na ćwiczenie języka angkielskiego. Jeśli nie mówisz po angielsku, to mogiła.
Przytaczamy teraz jako przyklad jedną rozmówkę na ulicy czy na dworcu.
One nagle zaczynają gadać do Ciebie jak następuje:
Japoniec (J): Excuse
me, may I herupu (help, bo Azjaci nie umieją odróżniać R od L) you?
Ty: A, przepraszam, a
aj kjannot spijk inglisz.
J: Excuse me, I
cannot risten (listen) to you, pardon?
Ty: Pardon, pardon,
moment.. I kjannot...
J: Pardon, what are you
doing, now?
Ty: Pardon, pardon....
K**wa mać, idź do diabła!
W tym wypadku polecałbym, żebyś powiedział temu japoncowi JAKOTAKO, to brzmi jak słowo japońskie i może jakoś Ci pomoże.
Na Hokkaido, gdzie mieszkam, jeszcze gorzej. Jak Japonce wiedziały, że nie umiesz angielskiego, to powstanie w ich głowie taka idea, że jesteś Ruskim. Ruskich traktowano w Japonii tak jak w Polsce. Czeka Cię wspaniała przygoda.
Zalety, które trudno znaleźć
Jeśli jeszcze nie tracisz ochoty na życie w Japonii, to moze sądzisz, ze ta strona cała to przesada. Więc przechodzimy do pozytywych stron tego kraju, chociażby bardzo, naprawde, bardzo trudno je znaleźć:
1) Otwórz się DOMO!
Jakby w bajce, czasem słowo ma magiczną siłę. W Japonii to słowo magiczne nie jest sezamem, ale DOMO. Slowo domo zastępuje wszystkie zwroty używane w życiu codziennym, jak, na przykład: dzień dobry, dobry wieczór, przepraszam, dziękuję itd. itp. To znaczy, że możesz powiedzieć we wszelkich wypadkach to magiczne slowo domo. To znaczy, że nie trzeba sie uczyć jezyka japońskiego pod warunkiem, że nie będziesz w Japonii dłużej niż 10 dni.
Jak jesteś w Japonii i masz kłopot z sąsiadem, który, na przykład, pije nawet aż do czwartej rano i bardzo hałasuje.
Ty: (pukając do
sąsiednich drzwi) Domo. (Halo!)
Sasiad (S): Nandayo,
omee, kono gaijin nanka yoka? (Co ty, cudzoziemcu, czego chcesz?)
Ty: Domo.
(Przepraszam, że tak późno.)
S: Nanka yoka tte
ittendayo. (Mowię czego chcesz.)
Ty: Domo. (Mam
parę słów do Ciebie.)
S: Sorede, nandayo?
(No i co?)
Ty: Domo. (Pan
hałasuje, poproszę o ciszę)
S: Wakattayo,
neryaa iindaro. (Wiem, mam juz spać)
Ty: Domo. (Dobrze,
że pan zrozumiał.)
S: Shitsurei.
(Przepraszam.)
Ty: Domo. (Do
widzenia.)
Wszystko pójdzie dobrze, jeśli będziesz mówić domo. Po prostu, słowo domo to jakby magiczne polskie słowo k**wa w specyficznym środowisku.
2) Kije baseballowe
Tu w każdym
sklepie sportowym można kupić kije baseballowe. Oczywiście
sprzedawczyni nie pyta Cię do czego są Ci potrzebne. Bo Japonia jest
kolonią Stanów Zjednoczonych i Japońcy myslą, że, skoro tam w Stanach
popularny jest ten sport, to u nas też powinien być. Gdybyś miał kupić
kij baseballowy w takim trudnym do wyjaśnienia celu, to przyleć do nas.
(c. d. n.)
linki
Polskojęzyczne:
Niemieckojęzyczne:
Leserhunger (głód
czytelniczy)